Subiektywna historia muzyki islandzkiej – part 2 (Lata 60 i pierwsza połowa 70)

Posted by: Jacek Godek | 4 years, 3 months ago | 0 comments

Jak wiadomo lata 60-te to początek ruchów hipisowskich, buntu młodych przeciwko dorosłym, to rewolty ’68 (poza ZSRR nie było chyba kraju, w którym młodzież z jakiegoś powodu by nie protestowała), ale to przede wszystkim muzyka. Janis Joplin, Jimy  Hendrix, Jim Morrison, Jaco Pastorius, John Lennon, Bob Dylan, Joan Baez. Młodzieżowe rewolty dotarły także do Islandii, co wyraźnie dało się zauważyć w muzyce. Młodzież amerykanizowała się coraz bardziej, słuchała AFRTS (dla niezorientowanych skrót ten oznacza American Forces Radio and Television Service) i zdobywała wiedzę na temat wydarzeń światowych. Bunt ’68 roku, paradoksalnie, miał oblicze antyamerykańskie (protesty przeciwko obecności armii USA). W każdym razie informacje o trendach muzycznych docierały do Islandii za pośrednictwem bazy w Keflaviku. Nic dziwnego więc, że okolice półwyspu Reykjanes stały się zagłębiem talentów muzycznych. A działo się, oj działo…

W latach sześćdziesiątych pojawił się w Islandii zespół Hljómar, zrazu grywający po balach w lokalu Kross w Ytri-Njarðvík. Po koncercie w Háskólabíó w 1964 roku podbili serca całej islandzkiej młodzieży. Zresztą był to pierwszy poważny islandzki zespół „beatlesowski”. Wiele mieli w swoim dorobku hitów, ale ten z pewnością można nazwać megahitem. Ladies and gentleman: Bláu augun þín: 

https://www.youtube.com/watch?v=w_j-PtXIWAE

Modre oczy twe głębią jasną skrzą

Oświecają mi drogę, niczym gwiazdy są

Chociaż droga ma bardzo długa jest

Nigdy żaru twych oczu nie zapomnę, nie.

 

            Niczym błękitne stawy górskie są.

            Piękność ta moją jest

 

Modre oczy twe głębią jasną skrzą

Oświecają mi drogę, niczym gwiazdy są

 

Kapela zaczęła swoją działalność w 1963 roku. Ale nie byli jedynym młodzieżowym zespołem w tamtych czasach. Czasach, dodajmy, dość ciekawych. Głównie ze względu na piwną prohibicję. I bardzo ograniczoną dostępność do alkoholu. I chociaż nie było lokali z wyszynkiem, to lokali w ogóle nie brakowało. Zwłaszcza w stolicy. Nie wiem, czy komuś z Czytelników mówią coś takie nazwy jak: Sigtún, Hótel Borg, Glaumbær, Leikhúskjallarinn, Breiðfirðingabúð, Silfurtunglið, Röðull, Þórscafé, Klúbbur, Glæsibær. To wszystko popularne w stolicy kluby młodzieżowe. Może Hótel Borg był dla nieco starszych… Niektóre z nich istniały jeszcze w latach 80-ych. Ale, skoro znamy już zespół Hljómar, to poznajmy (choćby z nazwy) inne kapele tego okresu: Flowers, Dumbó og Steini, B.G. og Ingibjörg, Björgvin Halldórsson, Ingimar Eydal, Mánar. Konkurencja między zespołami była ogromna, gdyż było ich o wiele więcej, niż lokali.

W drugiej połowie lat 60-ych Hljómar ruszyli na podbój Europy. To znaczy Wielkiej Brytanii. Pod nazwą Thor’s Hammer. W UK nagrali film pod dziwnym tytułem Umabarumbamba (po islandzku Sveitaball – Wiejski bal), wydali także płytę, która dziś osiąga wśród kolekcjonerów bajońskie ceny. Podobno jeden egzemplarz tej epki na e-bayu osiągnął cenę 1700 USD. To posłuchajmy jak w latach 60-ych Islandczycy podbijali świat:

 https://www.youtube.com/watch?v=UaGDDh-uvJg

 Brzmienie całkiem niezłe jak na połowę lat 60-ych. Niestety, Hljómar aka Thor’s Hammer (nie mylić ze współczesną metalową kapelą o tej nazwie) międzynarodowego sukcesu nie odnieśli. Za to przestali konkurować z Flowersami. Oba zespoły się rozwiązały i ze zgliszcz powstały nowe. Był rok 1969.

 Bez wątpienia największą supregrupą (która nota bene bardzo spodobała się Zeppelinom) zbudowaną na ruinach świetności Akordów i Kwiatów był Trúbrot. Oryginalny skład to: Shady Owens, Gunnar Þórðarson, Rúnar Júlíusson z Hljómar i Karl J. Sighvatsson og Gunnar Jökull Hákonarson z Flowers.  Sigurjón Sighvatsson, Arnar Sigurbjörnsson i Jónas R. Jónsson z kwiatków założyli zespół Náttúra, a Engilbert Jensen zasilił również nową formację o nazwie Tilvera.

Oto jeden z utworów z debiutanckiej płyty wiarołomnych – A Little song of love:

 https://www.youtube.com/watch?v=MdsE_-YPqI8&index=37&list=PL01JqI1YbeGDMYlZi5sxcYIiIRrUsGo8w

 To jest jedyny kawałek po angielsku na debiutanckiej płycie, ale zapowiada już ogólny trend: w latach 70-ych islandzcy artyści zaczęli śpiewać po angielsku. Coraz więcej pojawiało się ludzi, którzy twierdzili, że są w stanie pomóc islandzkim wykonawcom zrobić światową karierę, co jak wiemy udało się dopiero w latach 80-ych a sprawą The Sugarcubes. Niemniej każdy chciał zrobić karierę, więc pierwsza połowa lat 70-ych to przede wszystkim utwory po angielsku.

 Na debiutanckiej płycie zespołu znajdują się dwa utwory, które dostały się na listę prohibitów islandzkiego radia. Pierwszy to Elskaðu náungann (Kochaj bliźniego), a drugi Konuþjófurinn (Złodziej żon). Ten pierwszy pewno znalazł się na liście prohibitów, gdyż radiowi decydenci uznali, ze nie godzi się zmieniać klasyki, jaką jest wagnerowski Tannhauser, a drugi chyba przez sam temat. Zresztą może kiedyś skupimy się na radiowych prohibitach, bo to bardzo ciekawy temat. Zwłaszcza że powody bywały bardzo różne. Ale wracajmy do Trúbrot.

 Druga płyta kapeli nosiła tytuł Undir áhrifum (Pod wpływem). Nagrana została w Kopenhadze i jest kompletnie hippisowska. Shady, Gunnar Jökull i Karl odeszli, a do kapeli dołączył klawiszowiec Magnús Kjartansson i bębniarz Ólafur Garðarson. W 1971 roku kapela zorganizowała nawet coś na kształt islandzkiego Woodstock w Saltvík na Kjalarnes. We współpracy z Radą Młodzieży Reykjaviku.

To może posłuchajmy kawałka z tej płyty, Feel me:

 https://www.youtube.com/watch?v=IBxrypQDf8E

 Również w 1971 wyszła najbardziej ambitna i najdziwniejsza płyta Trúbrot. … lifun. Wtedy w kapeli nie było już Ólafura, ale wrócili Gunnar Jökull i Karl Sighvatsson. Muzycy postanowili skomponować kompletne dzieło opisujące życie zwykłego drobnomieszczanina. Żeby poszukać natchnienia każdy z członków kapeli kupił farbę w swoim ulubionym kolorze, wymieszali to wszystko i pomalowali suterenę u Rúnara w domu. Kolor, jak kolor ale …życie. Ta płyta to najważniejsze dokonanie islandzkiej muzyki lat 70-ych, a może i późniejszych. Zanim jednak wyszła płyta, zespół zaprezentował całość na koncercie w Háskólabíó. Płyta zawiera chyba najbardziej znany kawałek „wiarołomnych” – To be grateful. Tu można jej wysłuchać w całości:

 https://www.youtube.com/watch?v=AlkebR-QP1k

 W 1972 roku zespół własnym sumptem wydał płytę, rzekomo nieco gorszą od poprzednich. Ale może po prostu poprzedni krążek postawił poprzeczkę aż tak wysoko? W każdym razie Mandala nie jest uważana za ich szczytowa osiągnięcie, chociaż osobiście zawsze bardzo ją lubiłem. Od flagi na okładce po piosenki takie jak: tytułowa Mandala, Drifting czy najbardziej znany kawałek z tej płyty: My friend and I:

 https://www.youtube.com/watch?v=PYM_lVzp9C4

 Pomimo podejmowanych prób płyty zespołu nie sprzedawały się za granicą, a nawet największa sprzedaż w Islandii  nie była w stanie pokryć kosztów produkcji, i zespół się rozwiązał na wiosnę 1973 roku. Do tego doszły afery z narkotykami, jeden wielki skandal z pijaństwem na islandzkim Woodstocku, proces z poetą Johannem Hjálmarssonem o plagiat. Johann twierdził, że tekst My friend and I jest tłumaczeniem jego wiersza. Poza tym – co tu dużo ukrywać – członkowie zespołu potrzebowali pieniędzy, a te mogły zapewnić jedynie występy w klubach. Ani koncerty, ani płyty nie przynosiły zysków. Na kluby zespół był za ambitny. Do tego doszły także spory o wpływy z Mandali. Płyta sprzedała się w 3800 kopiach, co jak na Islandie było ilością ogromną. Niestety, większość chciała podzielić się wpływami natychmiast, a Gunnar był zdania że należy zainwestować te pieniądze w firmę fonograficzną. Zresztą… były to czasy, kiedy powoli do głosu zaczęło dochodzić disco i właściciele lokali wyposażali już sale w gramofony…

 Nattúra to kapela założona w 1969 roku przez basistę Sigurðura Árnasona i wokalistę i flecistę w jednym Jonasa R. Jonasona. W pierwszym składzie grali jeszcze Rafn Haraldsson (perkusja) i Björgvin Gíslason. Od początku skupili się na rocku progresywnym. Śpiewali po angielsku i od razu zyskali ogromną popularność w klubach. W tym składzie zespół przetrwał jakieś półtorej roku. Potem skład zmieniał się jeszcze ze trzy razy. W 1972 roku wydali płytę Magic Key. Wzięli oczywiście udział w festiwalu w Saltvík. Chyba największym dokonaniem zespołu były występy w islandzkiej wersji musicalu Hair w latach 1971-72 i Jesus Christ Superstar w 1973. Zresztą było ostatni rok działalności zespołu, którego członkowie porozchodzili się po innych kapelach. 

Po latach jednak zebrali się razem i wystąpili w nowym gmachu Teatru Miejskiego. To w tym teatrze grali w Jesus Christ Superstar. Tu możemy posłuchać fragmentów tego występu:

https://www.youtube.com/watch?v=hgUGT5j63z8

W roku 1970 w liceum w Hamrahlíð (MH) powstała kapela złożona z uczniów. Pierwszego singla wydali jednak dopiero cztery lata później. Pierwszy skład to Jakob Frímann Magnusson, Valgeir Guðjónsson, Gylfi Kristinsson i Ragnar Danielsen. Krokiem milowym dla zespołu okazał się krążek Sumar á Sýrlandi, wydany w 1975 roku. Wówczas do zespołu dołączyli już Tómas Tómasson, Egill Ólafsson i Sigurður Bjóla. Płyta ta to na poły dzieło konceptualne, w dość lekki i dowcipny sposób ukazujące rozwój islandzkiej rozrywki i jej drogę od kultury wódy po kulturę, jesli można się tak wyrazić, zioła. Sýra, jak powszechnie wiadomo, znaczy kwas. Czyli od wódy po kwas. Lato w Kwacholandii. Z tego krążka pochodzi sztandarowy utwór formacji Í bláum skugga:

https://www.youtube.com/watch?v=fX6JaQfpWaw

 Tym razem z tłumaczeniem:

 W błękitnym cieniu

 W błękitnym cieniu, ziołem promienna twarz.

My mamy faję, może coś tam na zaś.

Nadzieję mamy choć nie wszystko wiecznie trwa.

Uuuuu…..

 

Mieliśmy furę, harówkę co dzień

Może kropelkę w szklance czasu na dnie.

Lecz wszystko blednie, gdy dobre zioło jest.

Uuuuu

 

A kiedy wiosna puka do drzwi

Wzlatam w powietrze, faja się tli

To moja wiara, ostoja życia dni.

Uuuuu


Prawda, że beztroskie? Ale to jest już po przejściu na hippisowską stronę życia. Teraz posłuchajmy co się dzieje po alkoholowej stronie:

 https://www.youtube.com/watch?v=SYQq52ZQ3BI&index=17&list=PLjBsmvOo85AdXsmRWMt9Y8O9_9ZVe6OZH

 Na przystanek mknę

Z gorzały flaszką w ręku

Do Stiny spieszę się

Laseczki pełnej wdzięku.

 

Z uśmiechem czekam aż

Autobus wreszcie zjedzie

Na bibce fajna wiara jest

Nie jakieś stare zgredy

 

Cześć Stina, hej

Kalli i chłopaki

Tutaj niezłe jaja są

I tutaj chce się być.

Tu w czyśćcu tym

Tłum lasek rwę dla draki

Wezmę choć jedną z nich

Może się da z nią zżyć.

 

A jeśli nie da mi się z nią

Niech będzie inna panna

Ella co niezłe płuca ma

Lub Thura albo Anna

 

Cześć Stina, hej

Kalli i chłopaki

Tutaj niezłe jaja są

I tutaj chce się być.

Tu w czyśćcu tym

Tłum lasek rwę dla draki

Wezmę chociaż jedną z nich

Może się da z nią zżyć.

 

Trochę seksistowski tekst, ale takie wtedy były czasy w Islandii. Zresztą, czy tylko w Islandii? W każdym razie zespół osiągnął ogromną popularność; w Islandii z pewnością dorównują Björk. Rok później ukazała się płyta Tívólí. Bardzo polityczna. Także stała się wielkim przebojem. W 1978 roku kapelę opuścili Egill i Tómas i założyli zespół Þursaflokkur, który w ciągu czterech kolejnych lat wydał cztery płyty. Do tej kapeli przejdziemy w kolejnym odcinku. Teraz przyjrzyjmy się na chwilę islandzkim odbiorcom muzyki i szerszemu kontekstowi funkcjonowania rynku muzycznego w Islandii.

Islandzki rynek muzyczny nigdy nie był wielki. W sensie liczby odbiorców. Płyty osiągały co najwyżej kilkutysięczne nakłady, więc muzycy z tego żyć nie mogli. Starali się łatać dziury we własnych budżetach grając po balach. Klubów dla wszystkich kapel oczywiście nie starczało, więc pozostawały wiejskie bale płynące rzekami bimbru i bale w szkołach. Na początku lat 70-ych utarło się w gimnazjach, że cztery razy w roku szkolnym odbywają się bale z muzyką na żywca, raz w miesiącu impreza taneczna z gramofonu, i oczywiście okazjonalnie inne imprezy, takie jak karty, bingo, czy klub dyskusyjny. Jak pamiętamy Saltvík zasłynął z pijaństwa. Ale szkolne imprezy, na przykład w gimnazjach, nie pozostawały w tyle. Wprawdzie nigdzie nie można było dostać piwa, a twardy alkohol sprzedawali dzieciakom po 21 roku życia, ale od czego kloszardzi. Bardzo chętnie wyręczali młodzież w zakupach. Nie byłem na festiwalu w Saltvík, ale chodziłem na bale do szkoły. I chyba gorzej niż na tych szkolnych imprezach z muzyką na żywą być nie mogło. Dosłownie wszyscy nieprzytomni. Doprowadziło to do tego, że na początku 1974 roku ministerstwo od szkół wydało zakaz organizowania szkolnych bali z muzyką na żywo. W ramach retorsji uczniowie Hagaskólinn zorganizowali strajk. To znaczy chodziliśmy do szkoły, ale przez cały dzień siedzieliśmy na korytarzach. Trwało to kilka dni. Nawet prasa się tym zainteresowała. Decyzji ministerstwa nie udało się zmienić, ale cośmy się poobijali, to nasze. W ramach walki z nudą wymyślało się jakieś przedstawienia, happeningi. Fajno było.

Bóg mieszka w wężu ogrodowym, babciu… Czy takie słowa mogły zachwycić konserwatywną część Islandii w 1972 roku? Śpiewane schrypniętym, nieczystym głosem? Nic dziwnego, że pierwsza płyta artysty o pseudonimie Megas od razu trafiła na listę prohibitów. Islandzkiego radia. Prawdziwe imię artysty urodzonego w kwietniu 1945 roku to Magnús Þór Jónsson. Pochodzący z rodziny literackiej artysta w dzieciństwie zdradzał wielkie zainteresowanie twórczością Elvisa, ale kiedy ten poszedł do wojska, to i zainteresowanie przyszłego Megasa przygasło. Zwrócił się ku klasyce. I w literaturze, i w muzyce. Ale potem, słuchając AFRTS zwrócił uwagę na Dylana i Donovana. Ze swego rodzaju buntu przeciw miałkości tekstów kapel islandzkich wyrosła muzyka Megasa. Ale komponować zaczął dopiero na poważnie kiedy wyjechał za żoną do Norwegii. Małżonka podjęła tam studia, a i Megas sam zapisał się na uczelnię, ale szybko z niej zrezygnował i zatrudnił się jako nocny stróż. Dziś powiedzielibyśmy pewno ochroniarz. To właśnie w Norwegii w ciągu 20 godzin nagrał 40-minutową płytę, której tytułem był jego pseudonim artystyczny. Czyli Megas. Norwescy muzycy, studenci, zagrali na płycie za darmo. Płyta wzbudziła straszną wrzawę w Islandii, głównie z powodu tekstów. A większość utworów traktowała o postaciach historycznych. I znalazł się na niej utwór Chodź ze mną do krainy kwiatów, babciu:

 https://www.youtube.com/watch?v=StAzLrF2Kuw

 W niedziele kiedy Chrystus łzami gęsto rzęsi

Postulat boski o podatku złym

Na produkt z gumy, wtedy Maria w ciemnym mroku

Z zamaskowaną plazmą w cylindrze się gzi

Lecz Bóg w bandażu mieszka, babciu

Zachowaj dla mnie kwiat dziewictwa, babciu.

 

Gdy w poniedziałki Chrystus raczy winić

Tłum narzeczonych i mnie o wszystko, co złe

Prorok Izajasz prorokuje jak szalony

Wypluwa zęby przeklinając mnie

To Bóg w zatracie mieszka, babciu

Zachowaj dla mnie kwiat dziewictwa, babciu.

 

We wtorki kiedy Chrystus się pojawia

Na wiecu w YMCA dając dzieciom kwas

I mówi „chodźcie jeśli chcecie więcej”

One bez słowa wszystkie za nim idą wraz.

Bo Bóg w galerach mieszka, babciu

Zachowaj dla mnie kwiat dziewictwa, babciu.

 

W dzień (środę) gdy cię Chrystus klepie

Po tłustym brzuchu, wzdycha, mówi „No”

Z obcesem każe krzyż ci sobie przynieść

Kalddal o trzeciej pono ma tu przyjść.

Bo Bóg, on w gumie mieszka, babciu

Zachowaj dla mnie kwiat dziewictwa, babciu.

 

We środy (podwieczorem) gdy Chrystus nabywa

W melinie jakiejś bimbru kilka flach

I chleje póki ślepy nie upadnie

Umiera, zmartwychwstaje, bierze tusz

Bo Bóg w parkanie mieszka, babciu

Zachowaj dla mnie kwiat dziewictwa, babciu.

 

W czwartki, gdy Bóg kadziorem swym podjeżdża

Pod domy, w których wiedzą kim jest Grim

I wspina się na wieżę, gadając w językach

Dwóch, o stołkach ministerskich wciska kit.

Bo Bóg w fiskusie mieszka, babciu

Zachowaj dla mnie kwiat dziewictwa, babciu.

 

I czarną nocą kiedy Chrystus sprawdza

Na giełdzie akcje czy-li spadną w dół

Usłyszy „tak” i znika do wulkanizacji

Oponę klepać aby handel kwitł

Bo bóg w giełdowym krachu mieszka, babciu

Zachowaj dla mnie kwiat dziewictwa, babciu.

 

A w piątki kiedy Chrystus na cię kiwa

Głową i mruczy „dopełniło się”

Ty jesteś głupcem, który nie rozumie żartu

Napełniasz zbiornik i odjeżdżasz precz

Bo Bóg w kolczastym drucie mieszka, babciu

Zachowaj dla mnie kwiat dziewictwa, babciu.

 

W soboty kiedy Chrystus się seksuje

Kobiety wiedzą, ojciec dziecka jest to tam, to tu

Silli i Valdi twierdzą, że ją obracali.

Szczęśliwą Marię, nim zjawił się Bóg.

Bóg mieszka w wężu ogrodowym, babciu

Zachowaj dla mnie kwiat dziewictwa, babciu.

 

 Za cholerę nie wiem, kto to jest Kalddal. Bo Silli i Valdi to właściciele spożywczaka przy Austurstræti. Sądząc po tekście Megas najwyraźniej od początku był po stronie hippisów bardziej, niż konsumentów wyrobów państwowego monopolu, choć za kołnierz nie wylewał. Zresztą uważa się go za pierwszego islandzkiego punka, ale o tym już w następnym odcinku.

 Nie ma chyba w Islandii muzyka, który nie grałby z Megasem. Nawet Björk śpiewała u niego chórki. Ale to dopiero w latach 80-ych. Jeszcze do tego wrócimy.  Póki co jeszcze kilka słów o Megasie. Wydaje książki, maluje, pisze teksty… artysta pełną gębą. A najciekawsze jest to, że napisał piosenkę, która wielu uważa za najlepszą islandzką piosenkę miłosną. Wprawdzie nie w latach 70-ych tylko nieco później. Do tego też wrócimy. W 1978 roku wydał Megas jedną z najciekawszych swoich płyt: Á bleikum náttkjólum (W różowych sukniach nocnych). Oto jeden z utworów, Kołysanka na dwunastym piętrze:

 https://www.youtube.com/watch?v=5HbIOOMye8A

 

 Czy ta piosenka już się nie kończy….?

 

W tym samym roku ukazała się płyta Megasa dla dzieci. Zatytułowana Już jestem ubrany i na huśtawce. Dzieło składa się z czterech części. Części jest więcej niż instrumentów, bo do nagrania wykorzystano tylko dwa: wiolonczelę i skrzypce. A momentami płyta była tak ponura, że dzieciaki nie chciały jej słuchać. Jako się rzekło do Megasa wrócimy w latach 80-ych i później. Teraz zmienimy nieco gatunek muzyczny.

 Drogi Magnúsa Þóra Sigmundssona i Jóhanna Helgasona skrzyżowały się w kapeli Nesmenn w pierwszej połowie lat 60-ych. Kiedy w 1968 roku Nesmenn z Keflaviku się rozwiązali. Maggi i Jói postanowili grać dalej razem. Zrazu trzymali się twardo gitar elektrycznych, ale szybko zamienili je na klasyczne. Po raz pierwszy wystąpili w duecie w Reykjaviku koło Wielkanocy1971.  Potem na chwilę wrócili do ostrzejszego grania, w kapeli od nazwą Ábót. Czyli „dokładka”. Ale widać nie zależało im na nocnym graniu w Tónabær, bo szybko wrócili do klasycznego duetu. Wreszcie po długich perypetiach udało im się wydać pierwszą płytę. Jesienią 1972 roku na liście przebojów w islandzkim radio królował kawałek Mary Jane:

https://www.youtube.com/watch?v=egCWJ1Zfv4Q

Uważając, że materiał nadaje się do pokazania światu najpierw spróbowali  podbić USA, ale z żadnym skutkiem, po czym wyjechali do Wielkiej Brytanii gdzie w latach 1973-75 działali pod nazwą Change. Z wydanej w 1974 roku płyty pochodzi bardzo smutny i nastrojowy kawałek Blueberry Bush:

https://www.youtube.com/watch?v=eBWQuoWI3IQ

Pod koniec 1975 roku zespół się rozwiązał, a obaj panowie poświęcili się karierom solowym. Magnús Þór wydał kilka płyt w następnych latach, między innymi zaje fajną płytę Álfar, a Jóhann oprócz kariery solowej, stanowił połowę duetu Þú og ég. Próbowali zrobić karierę zagranicą jako duet You and I, występowali nawet w Polsce. W 1980 roku obaj jeszcze raz połączyli swoje siły i wydali płytę, na której część piosenek śpiewali po islandzku. 

Snując opowieść o latach 70-ych (a właściwie o ich pierwszej połowie) nie mogę nie wspomnieć o pierwszej islandzkiej kapeli, której kawałek zagrało kultowe Radio Luxemburg. Ta kapela to Pelikan.

https://www.youtube.com/watch?v=MYS1u0kmet8

Kawał dobrej, gitarowej roboty. Kapela przemknęła jak kometa przez islandzką scenę muzyczną. To posłuchajmy jeszcze jednego kawałka tej formacji. Sunrise to sunset:

https://www.youtube.com/watch?v=EYb4k0Y9GoQ

Strajk w Hagaskólinn nie spowodował cofnięcia decyzji władz. A decyzja ta miała ten niezamierzony skutek, że rynek muzyczny w Islandii skurczył się jeszcze bardziej. Kapele nie miały gdzie grać. Ale to paradoksalnie spowodowało, że młodzież spragniona żywej muzyki zaczęła na potęgę tworzyć nowe grupy. Coraz więcej garaży zamieniało się w sale prób. Bo okazało się, że w ten sposób da się obejść zakaz. Zespół szkolny grający na szkolnej imprezie – to był sposób na obejście zakazu. Nie można zabraniać młodzieży aktywności. I tak urosło w Islandii pogłowie muzyków. Do tego z Wielkiej Brytanii zawiało punkiem, okazało się że każdy może grać, byle głośno. Przełom lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych opiszę w następnym odcinku.

To na koniec jeszcze jeden kawałek Thor’s Hammer:

 https://www.youtube.com/watch?v=4Bd_GIpJEn4

Current rating: 3.5

Comments

There are currently no comments

New Comment

required

required (not published)

optional

Recent Posts

Archive

2019
2018
2017
2016
2015

Authors

Jacek Godek (48)

Feeds

RSS / Atom

Friends: